SIEBIEGA Półmaraton Kielecki

Maj 11

„Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”.

I tak było wczoraj. Po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że Kielce to jest moje miejsce na Ziemi. Do życia, do pracy, do biegania. I nie chciałbym tego zmieniać.

Postaram się subiektywnie ocenić ten półmaraton. Choć napiszę już na samym początku, biegłem z kilkunastoma osobami i słyszałem wiele pozytywów.
Jeśli chodzi o organizację, to wszystko było dopięte na ostatni guzik. Od startu, aż do samej mety. Oznaczenie każdego kilometra z dokładnością do 10 metrów. Punkty żywieniowe świetnie zorganizowane, to duży plus. Oczywiście, można się przyczepić, bo nie było żeli na trasie (ja miałem swoje), ale to takie trochę wygodne podejście i brak znajomości swojego organizmu.
Trasa była bardzo dobrze oznaczona, więc nie sposób było się zgubić, choć pierwsze 10km to jeden wielki zakręt i na przemian – podbieg i zbieg. To był naprawdę wymagający półmaraton, co podkreślał zwycięzca, ale takie słowa przewijały się też na mecie u innych uczestników. Pogoda, jakby na zamówienie. I ten deszcz, który pozwolił na wrzucenie drugiego biegu. Rewelacja.

11206552_661605167306711_5000434201996730672_o

Jeśli chodzi o moje bieganie. Założyłem, że trasę „zrobię” w 1:45. Zrobiłem w 1:44:20, więc plan wykonałem na 100%. Ale pierwszy raz w życiu biegłem z założeniami, skrupulatnie patrząc na międzyczasy, odhaczając kolejny kilometr i klepiąc asfalt w tempie 5 minut na kilometr. Głowa podpowiadała, żebym przyspieszył, ale na szczęście nie dałem się ponieść. To chyba moje najlepsze i najbardziej przyjemne dłuższe bieganie.
Od początku zbudowaliśmy grupkę kilkunastu osób i prowadziliśmy się wspólnie, dlatego ogromne podziękowania dla wszystkich za zaufanie. Cieszę się, że mogłem pomóc w dowiezieniu wyniku wyznaczając równe tempo.
Na trasie mocno się motywowaliśmy, bo takie wsparcie jest niezwykle ważne. A może ja nie umiem inaczej…
Czasem wystarczy widok kogoś znajomego, czasem czyjś uśmiech, ale jest też przecież przybijanie „piątek” i pokrzykiwanie.
Wbiegając na stadion nie spodziewałem się, że medal wręczy mi żona. Słyszałem Pawła z szuranie.pl, jak wspomniał o mnie, że wbiegam na metę, ale nie wiem co konkretnie powiedział, bo widziałem tylko Ją. Bardzo przyjemny moment.

Kończąc, są takie etapy w życiu tego miasta, że wstydzę się za Kielce. Afery, podejrzenia, lekkość w wydawaniu naszych pieniędzy. Żal patrzeć ilu ludzi stąd uciekło. Perspektywy też nie są kolorowe.
Ale są takie momenty, w których duma rozpiera mnie na każdym kroku.
I ten Półmaraton jest tego dowodem!

Bardzo, bardzo dziękuję Organizatorom za ten bieg. Dziękuję Wszystkim, których spotkałem na trasie i do zobaczenia niebawem na naszych biegowych szlakach. Gratuluję wyników, a zdjęcia z trasy? Są fenomenalne.
Fajnie, że jesteście 🙂

Zdjęcie: RUN4fun

2 Komentarze

  1. Damian /

    Paciorku, czytam i czytam i weź mi wyjaśnij, o co chodzi w tym zdaniu ” Oczywiście, można się przyczepić, bo nie było żeli na trasie (ja miałem swoje), ale to takie trochę wygodne podejście i brak znajomości swojego organizmu.” 🙂

    Może się czepiam (nie ze złości czy coś, ale podaj jeden półmaraton w Pl lub na świecie, gdzie na trasie był punkt z żelami?

    A poza tym, chciałem Ci bardzo pogratulować wyniku! W końcu!

    • admin /

      Półmaraton Praski, Damian.
      Odchorowałem żel „ALE”…

      Dzięki za gratulacje. Ochłonęliście już? To czas na 5-tkę :D!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.